Strona główna KEN

 
Oświadczenie Mirosława Sielatyckiego, byłego dyrektora Centralnego Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli, w związku ze sprawa sądową przeciwko Ministrowi Edukacji Narodowej Romanowi Giertychowi.


W związku z licznymi informacjami medialnymi dotyczącymi mojego sporu sądowego z ministrem Romanem Giertychem pragnę złożyć niniejsze oświadczenie w intencji dobrego zrozumienia przez opinię publiczną mojego stanowiska.

Oddałem sprawę do rozpatrzenia przez niezawisły polski sąd, aby ocenił argumenty obu stron i wydał wyrok. W moim pozwie dowodzę, że odwołanie mnie ze stanowiska dokonane odbyło się z naruszeniem polskiego prawa. Jako wydawca polskiej wersji językowej publikacji Rady Europy działałem zgodnie z obowiązującym prawem, procedurami i standardami istniejącymi w instytucji, którą kierowałem od 1999 r. W poradniku „Kompas. Edukacja o prawach człowieka w pracy z młodzieżą” promowane są prawa człowieka, w tym jako ich element również prawa osób o innej orientacji seksualnej (tematyka im poświęcona zajmuje ok. 1% całości publikacji). Głównym przesłaniem poradnika jest nauczanie tolerancji i dialogu, czynników niezbędnych w demokratycznej szkole. Dlatego powód mojego odwołania i zakazanie rozpowszechniania „Kompasu” w Polsce jest groźnym dla całego systemu edukacyjnego, wielowątkowym precedensem.

W kategoriach formalnoprawnych mój pozew dotyczy uznania odwołania mnie z funkcji dyrektora CODN za bezskuteczne. Chodzi mi jednak przede wszystkim o zasady, przywrócenie na stanowisko jest tutaj sprawą wtórną. Nie walczę o „stołek”, walczę o prawo do życia w państwie prawa. Nie chodzi też o moją osobę, ale o powód mojego odwołania. Walczę o swobodę wyrażania poglądów w szkole, autonomię instytucji oświatowych i nauczycieli. Jako nauczyciel nie godzę się też na szerzenie nienawiści do jakiejkolwiek grupy społecznej, a to jest czynione w odniesieniu do homoseksualistów. Jako obywatel Polski widzę przyszłość swojej ojczyzny w strukturach europejskich, a tymczasem kwestionuje się podstawowy warunek tej przynależności – przestrzeganie praw człowieka.

Minister edukacji sprowadza sprawę „Kompasu” do kwestii homoseksualnych, odczytał on samą propozycję rozmowy o homoseksualizmie jako zachęcanie do homoseksualizmu. W mojej opinii jest to sztuczne, dokonywane w celach politycznych, wywoływanie szkodzącego polskiej edukacji konfliktu. Przecież dotychczas w polskich szkołach ta tematyka nie wywoływała szczególnych kontrowersji, nie tworzyła konfliktów i podziałów; twierdzę że byłoby tak również w przyszłości. Szanowanie autonomii polskich nauczycieli jest tutaj najlepszym gwarantem. Przecież przez siedem miesięcy od wydania „Kompasu” nie było ani jednej negatywnej informacji zwrotnej od nauczycieli, uczniów, czy ich rodziców - do czasu „odkrycia” sprawy przez nowego ministra edukacji. Ponadto „Kompas” funkcjonuje w większości państw europejskich (nie tylko w Unii Europejskiej, ale również w państwach regionu Bałkanów, czy Kaukazu), w żadnym kraju nie spotkał się ze negatywnym przyjęciem, wręcz przeciwnie. Polska edycja była natomiast jednym z symbolicznych przedsięwzięć w czasie polskiego przewodnictwa w Radzie Europy w 2005 r., spotkanie promocyjne polskiej edycji „Kompasu” odbyło się m.in. jako wydarzenie towarzyszące Szczytowi Ministrów i Głów Państw Rady Europy, jaki był zorganizowany przez nasz kraj w maju 2005 r. w Warszawie. Zamiar wydania „Kompasu” był akceptowany przez dwóch poprzednich ministrów edukacji, dodatkowo minister Michał Seweryński (pełniący swoją funkcję z rekomendacji PiS) przyłączył się do promocji tej publikacji podczas konferencji zorganizowanej wspólnie przez MEN, CODN i Biuro Informacji Rady Europy w grudniu 2005 r.. „Kompas” jest obecnie książką zakazaną w polskich szkołach, co jest przejawem powrotu cenzury, powrotu w mojej opinii całkowicie bezprawnego. Co znamienne zakazana została publikacja dla nauczycieli a nie podręcznik dla uczniów. Czy w następnym kroku minister zakaże czytania w polskich szkołach dzieł literackich wybitnych polskich pisarzy, ale będących jednocześnie osobami homoseksualnymi?

Niepokoi mnie fakt, że wokół homoseksualistów buduje się obraz wroga. Do ataku na homoseksualistów być może wielu się nie przyłączy, ale być może wielu będzie milczeć, dając tym samym pośrednio przyzwolenie dla ludzi szerzących nienawiść do osób o innej orientacji seksualnej. Tego czynić w szkołach nie można, a w pierwszym rzędzie nie powinien na to pozwalać minister edukacji, bowiem szkoła jest miejscem, w którym należy budować szacunek dla innych ludzi, zrozumienie dla innych poglądów i orientacji oraz kształtować kulturę porozumienia i poszanowania prawa. Społeczeństwo jest różnorodne i jednocześnie równe wobec prawa, szkoła musi być miejscem nabywania dobrych praktyk obywatelskich w tym względzie. Tymczasem Minister swoją decyzją już dokonał podziałów nie służących polskiej oświacie. Mimo woli moja osoba została w ten proces wciągnięta. Wydając polski „Kompas” nie czułem się bojownikiem o prawa homoseksualistów, czułem się propagatorem nauczania praw człowieka w polskich szkołach, które – obok wielu innych - zawierają również prawa osób o innej orientacji seksualnej. Bowiem prawa człowieka to system naczyń połączonych, nie można z nich wykluczać żadnej grupy. Stosunek do homoseksualistów staje się jednym z papierków lakmusowych stosunku do demokracji. W państwie demokratycznym najpierw to przedstawiciel władzy musi być strażnikiem i obrońcą praw człowieka, a dopiero potem podległy mu dyrektor.

Są dzisiaj państwa w świecie, gdzie władzom nie podobają się różne prawa człowieka opisywane w „Kompasie”, na przykład te przynależne mniejszościom narodowym, religijnym, kobietom, czy związkowcom. Czy nasz kraj ma do nich dołączyć? „Kompas” został przecież zakazany w całości, nie nakazano nam „wycięcia” tego jednego scenariusza spośród 50 pozostałych, inkryminowano całość. Przecież jesteśmy w Radzie Europy, Unii Europejskiej i NATO, a państwa członkowskie tych organizacji łączy przestrzeganie praw człowieka. W szerszym kontekście to kwestia przynależności do europejskiego kręgu cywilizacyjnego. Należy zdać sobie sprawę, że fakt zakazania „Kompasu” mógłby być przeszkodą w procesie akcesyjnym naszego kraju do niektórych organizacji europejskich, gdyby cała sprawa wydarzyła się wcześniej. Na „Marszu białej róży” Roman Giertych stwierdził z trybuny: „Tutaj nie jest żadna Unia Europejska, tutaj jest Polska”. Kolejne niepotrzebne przeciwstawienie, logiczne jednak w kontekście „Kompasu”. To są próby wykluczania Polski z udziału w europejskiej przestrzeni edukacyjnej. Jak mają zachować się polscy nauczyciele, gdy ich minister ma takie poglądy? Na progu XXI wieku pełnego nowych możliwości, ale i nowych zagrożeń Polski nie można izolować. Jestem spokojny o to, że polscy nauczyciele mają taki pogląd i w takim duchu nauczają. Jestem też spokojny o polską młodzież, która jest odporna na antyeuropejską retorykę, bowiem coraz częściej ma okazję do bezpośrednich kontaktów z rówieśnikami z innych państw europejskich, coraz częściej myśli też o swojej dalszej edukacji i przyszłej pracy na wspólnym rynku europejskim. Nie można budować obrazu Europy jako źródła zagrożeń. Minister obawia się, że informacja o zróżnicowanym porządku prawnym w odniesieniu do osób homoseksualnych jest sama w sobie zagrożeniem dla młodego pokolenia. Po pierwsze to nie jest dla młodzieży pasjonujący temat. Ponadto to tak jakby informacja o tym, że w Anglii obowiązuje lewostronny ruch uliczny, była potraktowana jako zachęta do łamania przepisów ruchu drogowego w Polsce. Atakowanie instytucji europejskich przynosi szkodę, wstyd i nie zrozumienie przez innych. Atakowana jest przede wszystkim Rada Europy, ona nie rozdziela pieniędzy tylko broni praw człowieka. Ale to niebezpieczna gra, na razie tracimy tylko wizerunek, ale można sobie wyobrazić gorsze scenariusze. Trudno sobie wyobrazić, że ktoś zostanie zwolniony z MON za wydanie publikacji NATO, albo z MSZ za wydanie publikacji ONZ. Ale MEN zwalnia za wydawanie publikacji Rady Europy.

Mam nadzieję, że moja sprawa uświadomi jak niebezpieczny jest proces przenikania polityki, ideologii i programów partyjnych do systemu edukacji. Sfera bieżącej polityki powinna być oddzielona od edukacji. 30 tysięcy dyrektorów polskich szkół nie może być zakładnikami poglądów polityczno-ideologicznych swoich zwierzchników, nie można pozwolić na upartyjnienie edukacji. Jestem przykładem dyskryminacji, gdyż moje działanie zostało ocenione przez pryzmat poglądów politycznych nowego ministra edukacji. Jestem dyskryminowany za propagowanie europejskiego kanonu praw człowieka, w sposób pośredni dyskryminowani mogą poczuć się ci wszyscy Polacy, którzy podzielają ten kanon, ja jestem tylko pierwszą ofiarą.

Dlatego zwróciłem się do sądu.

 

 








 
ken@ken.org.pl   03 stycznia 2007
 
home o KEN grupa założycielska dołącz informacje wypowiedzi organizacyjne kontakt